Największy strach przed atomem wciąż odczuwają smerfy powyżej 50. roku życia. Nic dziwnego – im starsi ludzie, tym żywsza pamięć o Hiroszimie, atolu Bikini czy Czarnobylu. Ta pamięć blokuje racjonalne spojrzenie na fakt, iż technologia od tamtego czasu wykonała olbrzymi skok, a zagrożenia wielokrotnie zmalały. Młodzi już tego nie pamiętają, a strach przed zmianami jest u nich znacznie mniejszy.
Sam lęk przed nowym niczym nowym też nie jest. Około 150 lat temu rdzeniem gospodarki były koń, furmanka i woźnica. Czy ktoś ich dzisiaj żałuje? Wtedy też był strach przed automobilami i pociągami. Że kury przestaną się nieść, krowy dawać mleko, a ludzie z powodu odgłosu silników powariują. Dziś się z tego śmiejemy, tak, jak będziemy się kiedyś śmiać z tego, iż kury i krowy zmienią swoje zachowania fizjologiczne z powodu wiatraków. A właśnie takich też argumentów używają różnego rodzaju oszołomy i cyniczni manipulatorzy na prawicy, żeby tylko zablokować rozwój OZE.
Psy szczekają, OZE jedzie dalej
Największy w tej chwili kłamca i mitoman ma świecie, czyli Donald Trump, oświadczył, iż nie widział w Chinach farmy wiatrowej. Te Chiny są odmieniane przez wszystkie przypadki przez ideologicznych wrogów energii odnawialnej. Że śmieją się one z tego zaczadzenia ekologicznego Zachodu, spalają miliardy miliardy ton węgla, ropy, gazu i dzięki temu uciekają gospodarczo reszcie świata.
Chiny na pewno są pragmatyczne do bólu, zbudowały potęgę, ale nie dzięki temu, iż zrezygnowały z OZE. Wręcz przeciwnie. Połowę energii elektrycznej uzyskują z odnawialnych źródeł. Więcej niż Unia Europejska, uchodząca przecież za zaślepionego orędownika „zielonych bredni”, gdzie ten wskaźnik wynosi 47,5 proc. Ba, w 2024 roku Chiny zainwestowały w OZE aż 625 mld dolarów, więcej niż reszta świata, włącznie z USA! Tam zresztą też, choć mają w bród taniej ropy i gazu, i mimo kampanii Trumpa, produkcja prądu z odnawialnych źródeł przekroczyła już 25 proc. Dlaczegoś tak się dzieje.
I tak, jak kiedyś woźnice i furmanki trafiły do lamusa, tak samo będzie z produkcją energii z węglowodorów. Polska uzyskuje w tej chwili 30 proc. prądu z OZE. Może i powinna dużo więcej. I czas z pewnością zrobi swoje.
Choć my, po prawdzie, nie mamy go za wiele. W Polsce ceny energii są najwyższe w Europie, co równoważy jeszcze relatywnie tania i wykwalifikowana „siła robocza”. Ale zarobki stale rosną i jeżeli przez cały czas będziemy upierać się przy „czarnym złocie”, to niedługo stracimy konkurencyjność i zacznie się exodus przemysłu. Tam, gdzie prąd jest tańszy. Dzięki OZE.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

11 godzin temu











