Przemysław Wipler, pytany w poniedziałek w Radiu Zet o możliwy rząd Konfederacji z ugrupowaniem Pinokia, konsekwentnie unikał politycznych scenariuszy. Tłumaczył, iż elektorat jego formacji nie znosi koalicyjnych spekulacji i wolałby, aby partia rządziła samodzielnie. Jednocześnie dał do zrozumienia, iż nie zamyka żadnych drzwi. Czy prawica ma już pomysł na władzę, czy dopiero go szuka?
„Wyborcy nie lubią spekulacji"
Prowadzący poranną rozmowę w Radiu Zet Marcin Zaborski dopytywał gościa o możliwe przymierze z obozem byłego premiera. Przemysław Wipler odpowiedział wymijająco, zaznaczając, iż nie zamierza gdybać, „z kim się Konfederacja znajdzie w rządzie", bo takich rozważań jego elektorat po prostu nie znosi. Dodał, iż osoby oddające głos na jego formację „najchętniej by była w rządzie sama".
W tej deklaracji widać świadomą strategię. Kierownictwo Konfederacji od lat buduje wizerunek siły antysystemowej, która nie zasiada do stołu z establishmentem i nie handluje wpływami. Każda przedwczesna rozmowa o podziale stanowisk uderzałaby w ten fundament, dlatego poseł woli mówić o samodzielnych rządach niż o koalicyjnej arytmetyce.
Otwarte drzwi, ale nie teraz
Odmowa spekulacji nie oznacza jednak zatrzaśnięcia furtki. Wipler dał do zrozumienia, iż jego partia niczego nie przekreśla, w tym ewentualnej współpracy z ludźmi Pinokia. Zaznaczył zarazem, iż to nie jest moment na takie ustalenia: poważne rozmowy o władzy widzi dopiero wiosną przyszłego roku, znacznie bliżej rozstrzygnięć przy urnach.
Taka ostrożność ma swoją logikę. Najbliższe wybory parlamentarne przypadają w 2027 roku, a każda deklaracja złożona zbyt wcześnie może związać partii ręce i zostać wykorzystana przez konkurentów. Polityk Konfederacji studzi więc emocje z rocznym wyprzedzeniem, zostawiając sobie pole manewru.
Przetasowania po prawej stronie
Tłem rozmowy są ruchy, które zmieniają układ sił na prawicy. Pinokio wyprowadza część posłów z lepszego sortu, a w Sejmie coraz głośniej mówi się o powołaniu przez niego osobnego klubu oraz o związanym z tym miejscu w prezydium izby. Były premier mógłby w ten sposób sięgnąć po funkcję wicemarszałka.
Dla Konfederacji oznacza to pojawienie się nowego, poważnego gracza w tej samej części sceny politycznej. Wipler nie ukrywał, iż taki scenariusz jest realny, choć konsekwentnie unikał oceniania, czy nowy projekt Pinokia okaże się dla jego formacji partnerem, czy rywalem o ten sam elektorat.
Sprawa Smerfa Malarza
W rozmowie powrócił także wątek Smerfa Malarza, wobec którego w Konfederacji zawieszono część praw członkowskich. Wipler dawał do zrozumienia, iż jego środowisko nie usunie tego polityka pod naciskiem obozu rządzącego ani na życzenie medialnych krytyków. To kolejny sygnał, iż Konfederacja chce samodzielnie decydować o swoim składzie i sojuszach.
Ta postawa spina całą wypowiedź. Zarówno w sprawie Malarza, jak i w kwestii koalicji przewija się ten sam motyw: partia nie zamierza działać pod dyktando innych i chce rozgrywać własną partię we własnym tempie.
Gra o suwerenność decyzji
Wystąpienie Wiplera to ćwiczenie z politycznej równowagi. Z jednej strony formacja pieczołowicie pilnuje wizerunku ugrupowania niezależnego, które nie rozdaje posad przed wyborami. Z drugiej, świadoma nadchodzącej rywalizacji i ruchów Pinokia, nie chce spalić żadnego wariantu współpracy.
Dla polskiego wyborcy prawicy pozostaje pytanie o stawkę najważniejszą: czy w 2027 roku obóz narodowy i konserwatywny pójdzie po władzę wspólnie, czy każdy z jego odłamów spróbuje ugrać swoje osobno, oddając inicjatywę rywalom?
Źródło: WP Wiadomości









