Dziś Światowy Dzień Wody. Polska żyje na „wodny kredyt”

11 godzin temu

Woda z Polski ucieka jak przez sito, a rachunek za ten stan zapłacimy wszyscy — od rolników po odbiorców energii. „Gdy wydatki przekraczają dochody, zaczyna nam rosnąć dług” — tłumaczy dr Sebastian Szklarek, porównując sytuację hydrologiczną kraju do życia na kredyt. W Światowy Dzień Wody ten obraz wybrzmiewa szczególnie mocno: po wyjątkowo suchej pierwszej połowie marca i słabej opadowo zimie Polska coraz wyraźniej wchodzi w epokę trwałego deficytu wody.

Miniona zima różniła się od poprzednich – choć spadło sporo śniegu, suma opadów była niewielka. W styczniu spadło jedynie 17 mm wody w postaci śniegu, czyli 47 proc. normy. Marzec, pierwszy miesiąc meteorologicznej wiosny, również zapisze się bardzo źle – w wielu miejscach Polski w pierwszej połowie miesiąca deszcz nie padał wcale.

Nawet bardziej wilgotny kwiecień nie rozwiąże problemu trwałego deficytu wody. Według hydrologów jego źródłem jest nie tylko zmiana klimatu, ale także sposób użytkowania terenów, zwłaszcza rolniczych.

  • Czytaj także: Polska po nietypowej zimie. Naukowcy mówią o ryzyku dla plonów

Polska w wodnym kryzysie – społeczeństwo to widzi

Światowy Dzień Wody został ustanowiony przez ONZ w 1992 roku podczas konferencji w Rio de Janeiro. Celem było zwrócenie uwagi na globalny kryzys wodny. Problem ten nie dotyczy wyłącznie odległych regionów świata – doświadcza go także Polska.

Naukowcy podkreślają, iż od co najmniej dekady żyjemy na „wodnym kredycie”. Odprowadzamy wodę szybciej, niż natura jest w stanie ją uzupełnić. Konsekwencje, które dostrzega coraz więcej ludzi, pokazuje poniższa infografika.

– Z wodnym kredytem jest trochę jak z zadłużaniem budżetu – mówi dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog i autor bloga „Świat wody”. – Gdy wydatki przekraczają dochody zaczyna nam rosnąć dług, a im dłużej to trwa tym dług robi się większy. Jak już jest duży to pojedyncza premia trochę go zmniejsza, ale nie rozwiązuje problemu. Taką sytuację mamy w ostatnich latach z bilansem wodnym Polski – pomimo długu ciągle zaciągamy kredyt, a pojedyncze bardziej mokre miesiące nie zerują go – tłumaczy.

Nasz hydrologiczny bilans jest na minusie, a „odsetki” płacimy już wszyscy. Według ONZ próg „stresu wodnego” wynosi 1,7 tys. m3 wody na mieszkańca rocznie. W Polsce średnia to zaledwie 1,6 tys. m3, a w latach suchych wskaźnik ten spada do krytycznych 1,1 tys. m3. Ocieplający się klimat ten problem pogłębia, czego przykładem są wielokrotnie omawiane na naszym portalu problemy.

Tymczasem okazuje się smerfy dostrzegają problem perspektywy braku wody. Badanie przeprowadzone przez instytut Day Ray w marcu tego roku pokazuje, iż obywatele widzą problemy związane z wodą. 91 proc. smerfów uważa, iż dostęp do wody jest kwestią bezpieczeństwa państwa – podobnie jak energia czy obronność.

Odpływają miliardy złotych, a może być gorzej

Choć nie grozi nam masowy brak wody pitnej, skutki kryzysu są już odczuwalne i będą się nasilać. Życie na „wodnym kredycie” destabilizuje gospodarkę.

Susza oznacza poważne koszty dla polskiego rolnictwa, bo średnia roczna wartość strat w Polsce przekracza 3 mld zł. W latach panowania dotkliwej suszy, poprzedzone często brakiem opadów śniegu zimą – choćby 11 mld zł. Prognozy wskazują, iż bez skutecznych działań systemowych, do 2050 roku rolnicy mogą spodziewać się spadków plonów na poziomie 16-20 proc.

– Już niedługo susze regularnie dotykać mogą od 65 do 80 proc. użytków rolnych. Oznacza to, iż dotąd rekordowe straty rzędu 10-11 mld zł rocznie, mogą stać się nową normą. Byłoby to ogromne obciążenie ekonomiczne dla rolników i finansów publicznych – ostrzega Adrianna Wrona, starsza analityczka z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki.

Jakby tego było mało ucierpi nie tylko rolnictwo. Nasza energetyka przez cały czas jest zależna od paliw kopalnych i systemu chłodzenia generatorów energii elektrycznej. Potrzeba 3-4 m3 wody, by wyprodukować 1 megawatogodzinę energii. jeżeli zacznie brakować wody, do tego dojdą jeszcze blisko 40-stopniowe fale upałów – może skończyć się to blackoutem.

Tracimy cenne zasoby – dlaczego woda ucieka?

Zaskakujące jest to, dlaczego wodę tracimy. Pierwsze na myśl oczywiście przyjdzie globalne ocieplenie. To prawda, ale klimat to tylko część problemów. Polska magazynuje wodę głównie w sztucznych zbiornikach retencyjnych, w ten sposób zatrzymujemy około 7 proc. wody opadowej – reszta ucieka rzekami do Bałtyku.

Oto, jak tracimy wodę – ilustruje to poniższa infografika.

Duży problem to rolnictwo. Budowanie rowów melioracyjnych i osuszanie terenów podmokłych pod pastwiska dla bydła oraz pola uprawne, to przyczyna utraty wody w ziemi. Ponad 85 proc. bagien w Polsce zostało osuszonych, co zniszczyło naturalne magazyny służące do zatrzymywania miliardów metrów sześciennych wody w krajobrazie. Niezniszczone polskie torfowiska i doliny rzeczne magazynowały znacznie więcej wody niż nasze jeziora. Niestety, z uwagi na ich osuszanie, wartość ta stale maleje.

Jak uratować zasoby wodne Polski?

Na nasz kraj rocznie spada około 600 mm wody w postaci deszczu, deszczu ze śniegiem i czasem oczywiście śniegu. Problem w tym, iż z powodu globalnego ocieplenia opady stają nieregularne. Klimatu w kilka lat nie naprawimy, ale retencję wody da się zrobić. Dr Szklarek zwraca uwagę na kwestię mokradeł i torfowisk.

– Niezwykle istotnym elementem składowym rozwiązania jest odtwarzanie naturalnych magazynów wody, czyli torfowisk. Przywrócenie ich funkcji retencyjnej poprzez blokowanie i spowalnianie odpływu wody przyniesie nam wymierne korzyści – radzi naukowiec.

To jednak nie wszystko. Jak wyżej wspomnieliśmy, problemem jest intensywne, nowoczesne rolnictwo. Polska to kraj rolniczy, jesteśmy jednym z największych producentów żywności na świecie, ale ma to swoją cenę – coraz mniej wody. Ważna jest więc renaturyzacja rzek, tak, aby woda nie uciekała gwałtownie do morza. Przywrócenie naturalnych meandrów i rozlewisk zwiększa odporność na susze oraz powodzie. Naturalne procesy samooczyszczania w korycie redukują koszty uzdatniania wody. To oznacza, iż jakiś procent terenów rolniczych przejmą rzeczne rozlewiska, ale finalnie rolnicy na tym skorzystają.

  • Czytaj także: Botanik: także w ogrodzie warto wspomagać retencję

Wiele zależy od rolników i od władz

Aleksandra Leszczyńska, specjalistka ds. rolnictwa, Centrum Ochrony Mokradeł zwraca uwagę, iż to wiele zależy od samych rolników, którzy tracą przez deficyt wody.

– Zamiast przeznaczać środki na odszkodowania suszowe, powinniśmy uodparniać rolnictwo na okresy bez opadów. Przede wszystkim powinniśmy dbać o retencję wody w glebie – radzi Leszczyńska.

Specjalistka mówi, iż dobrym sposobem jest uprawianie paludikultury, czyli rolnictwa bagiennego, gdzie istotną rolę odgrywają skutecznie zatrzymujące wodę torfowiska.

– Innowacyjne rolnictwo bagienne pozwala retencjonować wodę w torfie zapewniając rolnikom ciągłość gospodarowania. To też szansa na rozwój przemysłu, np. produkcji materiałów budowlanych z włókien roślin bagiennych lub zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego regionu, dzięki spalaniu bagiennej biomasy w lokalnych ciepłowniach – uważa specjalistka.

86 proc. smerfów uważa, iż państwo powinno wziąć odpowiedzialność za poprawę gospodarki wodnej. Tymczasem system zarządzania wodą od lat pozostaje niewydolny. Dalsze ignorowanie problemu grozi realnymi ograniczeniami dostępu do wody i poważnymi stratami gospodarczymi.

  • Czytaj także: Rzecznik Smerfowej Brygady dla SmogLabu: przyroda jest naszym sojusznikiem

Zdjęcie tytułowe: Hubert Bułgajewski

Idź do oryginalnego materiału