Zła decyzja prezydenta

1 tydzień temu

Drodzy Obserwujący, na wstępie chciałabym Was bardzo przeprosić, iż tak rzadko się odzywam. Prawda jest taka, iż od dłuższego czasu źle się psychicznie czuję. Nie chodzi o to, iż przestałam się interesować, co się dzieje, bo dalej wszystko śledziłam. I niby przez cały czas jest zabawnie, miłościwie nam panujący premier dalej błaźni się na każdym kroku, ale jak się pomyśli nad tym, jakie będą tego konsekwencje dla mojej kochanej Polski i dla smerfów, to już się mniej zabawnie robi. Zawsze Wam pisałam, iż mamy do wyboru albo śmiać się, albo płakać, a ja wolę się śmiać. I nagle mi się płakać przez to wszystko zachciało, bo KO woli naparzać w prezydenta, niż zająć się krajem. Potem umarł Waldek, w czwartek byłam na pogrzebie, a w niedzielę straciłam kota. I szczerze pisząc, mocno mnie to siekło. Miałam go 17 lat i siłą rzeczy mocno się do niego przywiązałam; zresztą on też bardzo lubił ludzi i zawsze się do nich garnął. I tak mi teraz brakuje tego donośnego miauczenia i szwendania się pod nogami. Ale trzeba w końcu wrócić do żywych, więc podzielę się z Wami paroma moimi spostrzeżeniami.

Prawo teraz działa wstecz?

Od dawna chciałam Wam napisać o decyzji Karola Nawrockiego, żeby ostatecznie przyjąć tę ustawę o obniżeniu cen paliw. Prezydent długo się upierał i nie podpisywał – i moim zdaniem słusznie się upierał, bo ta ustawa była kiepska po prostu. Przede wszystkim była niekonstytucyjna, bo prawo nie działa wstecz. Tymczasem ta ustawa nakładałaby nowe podatki na koncerny paliwowe od marca tego roku, a została napisana (i wielokrotnie zawetowana) dużo później. I owszem, prezydent ładnie pocisnął Papy Smerfa, iż dobrze panie premierze, ale paliwo ma być po 5,19, tak jak pan obiecywał. Tymczasem gwałtownie okazało się, iż obniżka będzie o 1,30-1,50 zł maks i więcej nie mogą zaoferować. W ogóle TVP było bardzo oburzone, iż Karol Nawrocki wyciągnął tę obietnicę Papy i gwałtownie wypuścili pogadankę o tym, iż Papa Smerf nie obiecywał tak taniego paliwa w trakcie kampanii, ale wcześniej. Więc, jak rozumiem, ta obietnica już jest nieważna. Zresztą sto konkretów też już jest nieważne – ogólnie do niczego, co mówi premier, nie należy się przywiązywać. Zresztą ładnie sobie wykombinowali z tymi stu konkretami – praktycznie niczego nie zrealizowali, więc mają cały program wyborczy na kolejne wybory. Natomiast nie podoba mi się ta ustawa, bo może się okazać, iż koncerny paliwowe wytoczą Polsce proces, bo nagle nałożyliśmy na nie podatki, które będą musieli opłacać, mimo iż jeszcze wtedy nie weszły w życie. To tak, jakbyście, Drodzy Obserwujący, poszli do sklepu kupić mleko, założmy za 3,50, a kasjerka by Wam powiedziała, iż kupowaliście już mleko kilkanaście razy, ale było po 3,20, więc teraz musicie zwrócić różnicę tych kilkunastu mlek. Absurd, prawda? Ale żyjemy w kraju absurdów i chyba z tym tak długo nie mogłam się uporać. Uważam, iż Karol Nawrocki nie powinien dać się złamać, nie powinien jej podpisywać i powinien stać okoniem tak długo, dopóki ten nasz niepełnosprytny rząd nie napisałby jej, tak jak trzeba.

Twixowa wojna premiera

Ale już reakcja rządu szczerze mnie rozbawiła. Ja już od dłuższego czasu mam wrażenie, iż oni celowo pisali niektóre z tych ustaw w taki sposób, żeby prezydent Polski absolutnie nie mógł ich podpisać, a potem traktowali to jako paliwo do nawalania w niego. Ze wszystkich sił i ze wszystkich kont, bo tam od dawna przykaz partyjny idzie, co oni mają pisać. Broń Boże, żeby któryś z nich pomyślał samodzielnie, bo albo napisałby coś jeszcze głupszego, albo w ogóle by tego nie przeżył; dwie szare komórki w jego głowie by się zderzyły od tego wysiłku i Gargamel KO straciłby wiernego lokaja. Najpierw Papa Smerf postanowił zbłaźnić się tak jak to ma w zwyczaju (ja nie wiem, kto mu te rolki wymyśla i czy nikomu naprawdę nie przyszło do głowy, iż on się tylko notorycznie kompromituje?) i przeszedł się obok Belwederu, z kawką w ręku, niby przypadkiem, żeby coś tam głupiego o rumakowaniu powiedzieć w stronę… tak naprawdę budynku, bo para prezydencka mieszka w Pałacu Prezydenckim. Już tam zresztą została wystawiona tabliczka z napisem: „Panie Premierze, Prezydent tu nie mieszka. Mniej spacerów, więcej pracy. smerfy czekają na Pana obietnicę. 5,19 zł za paliwo!”. Ładny pocisk, bo premierowi chyba już się nie chce tamtędy spacerować. Jednak rządzący koalicjanci długo nie liżą ran po kolejnej kompromitacji, zresztą są już przyzwyczajeni, więc gwałtownie postanowili skompromitować się jeszcze raz. I wymyślili konie. Bo prezydent ma trzy. I postanowili masowo wypuszczać kolejne filmiki, jak to oni też konno jeżdżą, ale za swoje, a nie za cudze. Nie, szanowni rządzący, nie za swoje, a za nasze. A my wam nie płacimy za to, żebyście jeździli na konikach, żeby się znowu w idiotyczny sposób dopieprzyć do prezydenta. Tak naprawdę, to ja sama nie wiem, za co my wam płacimy. To po pierwsze. Po drugie – tam konie są tam od 1993 roku. Były tam, kiedy rządził Smerf Skoczek (on tam w ogóle miał mini-zoo, a nie tylko konie, ale jemu akurat było wolno). Były tam, kiedy rządził Ćwiartka i Myśliwy. Były tam, kiedy rządził Narciarz. I teraz wam nagle zaczęło przeszkadzać? Nie wstyd wam stosować już tak słabe manipulacje? Przecież to jest do sprawdzenia w parę minut. Na te wasze ściemy może się nabierać tylko wasz najbardziej betonowy elektorat, ale raczej nikogo więcej nie przekonacie.

Dyplomacja i wynajęty Filipińczyk

Ale w porządku, pojeździli sobie na konikach, bateria się wyczerpała, więc może wypadałoby zabrać się do roboty? Nic z tych rzeczy! Teraz się dochrzanimy, jak to prezydent zrobił z siebie durnia i mięśniaka podczas wizyty na Filipinach. Bo znalazł czas, żeby posparingować z Mannym Pacquiao, który zresztą wcale nie ukrywał, iż nasz prezydent wzbudził jego sympatię. Filipińczykom zresztą bardzo się ta wizyta Karola Nawrockiego spodobała, ale co tam Filipińczycy mają do gadania, rząd Polski wie lepiej. I znowu zaczęli wszyscy naraz, masowo wypuszczać brednie, iż jak to prezydent, który trenuje boks, mógł się sparingować z byłym wybitnym pięściarzem? Wstyd i hańba! Bo to tylko chuliganerka jakaś. I takie rzeczy to niech sobie na tych swoich bójkach kibolskich robi! Ale największego idiotę zrobił z siebie chyba Andrzej Szeptycki, który napisał na X, iż Karol Nawrocki boksował się… z wynajętym Filipińczykiem. Ja już pomijam fakt, iż to bardzo ksenofobiczna i rasistowska wypowiedź. Normalnie sama bym się zniesmaczyła, ale już się przyzwyczaiłam, iż państwo z koalicji najczęściej nie wiedzą, co piszą. Rzadko zresztą nadążają za tym, co mówią. Chciałabym się pana Szeptyckiego zapytać, co skłoniło go do napisania czegoś takiego o człowieku, który zdobył osiem mistrzostw świata w ośmiu różnych kategoriach wagowych? Bo już przez grzeczność nie będę wspominała, iż był też parlamentarzystą, senatorem i kandydatem na prezydenta Filipin, więc tak słabo dyplomatycznie wyszło, ale wy wszyscy tam potraficie w dyplomację jak Radek Marko. W każdym razie, w jakich ośmiu kategoriach mistrzem świata został pan Szeptycki? Ignorancja, głupota, bezmyślność, autokompromitacja, nieróbstwo… Coś jeszcze? Niech się pan pochwali, panie Andrzeju! I tak na zakończenie powiem, iż Pacquiao skomentował swój sparing z Karolem Nawrockim tak: „Jestem wdzięczny za możliwość spotkania z prezydentem Polski Karolem Nawrockim podczas jego historycznej wizyty państwowej na Filipinach. Boks połączył nas w Elorde Sports Center, gdzie wymieniliśmy się prezentami i wspólnie potrenowaliśmy na tarczach. Obyśmy przez cały czas wzmacniali partnerstwo między Filipinami a Polską!”. Od siebie tylko dodam, iż Manny’ego zawsze lubiłam. Co prawda nie jestem wielką fanką sportów walki, ale jak trafiłam na jakąś jego walkę, chętnie oglądałam.

No, ale ja jestem tylko zwykłą, szarą obywatelką, więc dla mnie był on wybitnym pięściarzem. Pan Szeptycki jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, więc dla niego to wynajęty Filipińczyk.

M.

FB: https://www.facebook.com/nawiasempiszacoswiecie

Idź do oryginalnego materiału