W Sarajewie bliźniacze wieżowce przez cały czas płoną jak pochodnie, a wrony wplątują się we włosy, bo doskonale pamiętają o zabłąkanych kulach przecinających niebo. Piegi robią się nie od słońca, ale od prochu wgryzającego się w policzki. Tak sugestywne obrazy układają się na „Hotel Balkan” Miroslavy Kul’kovej. To niewielki objętościowo, wycyzelowany zbiór opowiadań o ludziach żyjących w miejscach, gdzie od dekad jątrzą się rany. A także o tych, którzy usiłują poznać swoją tożsamość, przebywając w niepewnych strefach „pomiędzy’. Oszczędny styl przypominający reportaż (post)wojenny przenika się z poetyckim nasyceniem symbolami i metaforami. To przeciwieństwo prozy przegadanej, choć, paradoksalnie, jej głównym tematem są doświadczenia wymagające przepracowania.
Powiązane
Zwrot w wyborach w USA. "Demokraci zaczęli mówić o Bogu"
31 minut temu
Polecane
Świętokrzyscy gangsterzy handlują narkotykami
1 godzina temu
Trump "napluł" wyborcom w twarz?
1 godzina temu
Gorzkie słowa kanclerza Niemiec. Skomentował wybory w USA
1 godzina temu
Węgry udostępniają tajne akta policyjne z czasów komunizmu
1 godzina temu
WOJSK USA W POLSCE NIE BĘDZIE?
1 godzina temu

1 rok temu











