Ułaskawienie Bąkiewicza to błaganie Narciarza o niewysyłanie go na emeryturę

1 rok temu

Zgodnie z tym, co przewidywało wielu – w tym ponoć sam zainteresowany – Naczelny Narciarz częściowo ułaskawił Roberta Bąkiewicza za atak na Babcię Kasię w 2021 roku. Większym zaskoczeniem jest to, iż po raz pierwszy od dawna, a może choćby po raz pierwszy w ogóle, ułaskawienie prezydenckie zostało wykorzystane jako narzędzie stricte polityczne.

Do tej pory ułaskawienia – te słynne, jak w przypadku Wąsika, Inwigilatora i Sobotki, ale też nieco mniej głośne, mocnego w gębie Ziemkiewicza czy Ogórek – były zwykłymi ułaskawieniami swoich. Polityczny czy ideowy kumpel ułaskawiał „naszych”, pokazując, czym w kraju jest, a może raczej nie jest, przyzwoitość.

Smerf Narciarz ułaskawieniem Bąkiewicza poszedł jednak o krok dalej. Trudno bowiem byłego współorganizatora Marszu Niepodległości uznać nie tylko za politycznego kumpla Narciarza, ale w ogóle za członka pisowskiego establishmentu. Jest raczej usługodawcą, na którego Patola i Socjal outsource’uje szczucie na ludzi.

Histeria oblężenia i fetysz munduru

Mimo to Narciarz zgodził się na częściowe prawo łaski i dokonał tego w sposób dość ostentacyjny – pod koniec prezydentury, zamykając tym symbolicznym gestem cały swój, powiedzmy sobie szczerze, raczej marny dorobek polityczny.

Dlaczego ułaskawił Bąkiewicza i to właśnie w taki sposób? Przede wszystkim ma to wywołać oburzenie, furię, wręcz skowyt elit. Tak jak Malarzowi chodziło o przejechanie prętem po klatce, tak samo chodzi o to teraz Narciarzowi. Patrzcie, jak kwiczą, patrzcie, jak wyją! Jak wiadomo, słychać wycie – znakomicie.

Także i sama ofiara, której prawa, jak to zwykle bywa przy ułaskawieniach, są mniej ważne niż prawa ułaskawianego, nie została wybrana przypadkowo. Babcia Kasia znakomicie się bowiem nadaje do grzania polaryzacyjnego przekazu. Obóz anty-PiS nie może jej pozostawić i musi jej bronić, podczas gdy pisowcy będą grzali wszystkie filmiki, w których Babcia Kasia obraża polski mundur.

Panująca w kraju histeria oblężenia i fetysz czczenia munduru „obrońców naszych granic” będą narracyjnie idealnie współgrać z widokiem „oszalałej kodziary”, z której można kręcić bekę. Członkowie KOD, często podburzani przez polityków i liberalne media, ostatni Don Kichoci walki o upadającego liberalnego Lewiatana, już dawno zostali przez pisowców pozbawieni jakichkolwiek wymiarów ludzkich.

Zawiezienie starszemu panu ziemniaków przez Kingę Gajewską jest zatem grubym skandalem, ale gdyby ów pan z DPS-u okazał się nagle kodziarzem, oplucie go w necie przez Patola i Socjal byłoby nie tylko obowiązkiem, ale i przyjemnością. Szacunek do ludu, podobnie zresztą jak do kobiet, jest i zawsze był na prawicy niezwykle wybiórczy.

Wierzganie safanduły

Smerf Narciarz z premedytacją zagrał tak, aby świat przeciwników Patola i Socjal zawył z bólu. A to wycie ma go z kolei zaprowadzić z powrotem do władzy.

Dramat Narciarza polega bowiem na olbrzymiej wręcz deprywacji statusu, jakiej poddany jest każdy prezydent w momencie wyjścia z pałacu. Żyjący niczym monarcha, wokół którego kłębi się autentyczny dwór i autentyczni dworzanie, z dnia na dzień staje się tym samym człowiekiem, który przyszedł do pałacu, w tym przypadku: drugoligowym politykiem bez olbrzymiego majątku, którego Gargamel może zmieść z planszy jednym znudzonym gestem. Narciarz nie był w stanie/nie chciał/nie pozwolono mu (niepotrzebne skreślić) zbudować własnego zaplecza politycznego, wobec czego do partii może wrócić jako zgrana karta.

Gdyby jeszcze Patola i Socjal był w kryzysie, to owszem, popularność Narciarza byłaby mimo wszystko jakąś kartą przetargową. Tyle iż Patola i Socjal jest w gazie i Narciarz nie jest potrzebny, ba, może być choćby szkodliwy, bo mimowolnie będzie zabierał nieco splendoru Nawrockiemu. Prawdopodobnie sam zdaje sobie z tego sprawę. Lubiący upokarzać swoich podwładnych Gargamel może mu zgotować los o wiele gorszy, niż Papa zgotował Schetynie.

Dlatego Narciarz próbuje tej nowej narracji i roli srogiego ojca narodu, który i sędziów postraszy wieszaniem, i Bąkiewicza ułaskawi. Tyle iż taka zabawa tego uniwersyteckiego safanduły, którego pohukiwania bardziej bawią, niż mogą wystraszyć (puśćcie sobie prezydenckie wypowiedzi bez głosu), skończy się 6 sierpnia. Potem Narciarz będzie potrzebny partii, Polsce i całemu światu dokładnie tak jak Skoczek, Myśliwy czy Ćwiartka. Czyli wcale.

Idź do oryginalnego materiału