Oficjalny koniec dopłat do elektryków. Minister: państwo zrobiło swoje

2 godzin temu

„Nie będzie już narodowego programu dopłat do samochodów elektrycznych” – mówi nam wiceminister klimatu i środowiska, Krzysztof Bolesta. W sumie dopłaty objęły ponad 40 tys. nowych pojazdów, a środki pochodziły ze środków unijnych (KPO).

W ostatnich dwóch miesiącach smerfy masowo ruszyli po kupno samochodu elektrycznego. Powodem była chęć skorzystania z będących na wyczerpaniu środków w programie „NaszEauto”. Państwo dorzucało do kupna elektryku 30 tysięcy złotych, a w niektórych przypadkach – 10 tys. więcej (w przypadku złomowania starego samochodu).

Po tym jak poinformowano, iż ponad 90 proc. środków jest już wyczerpanych, fora internetowe użytkowników i chcących kupić pojazdy elektryczne zalała fala pytań: – czy zdążę jeszcze na dopłatę? – brzmiał najczęstszy wpis. Internauci przerzucali się numerami swoich wniosków i ich statusami. Aby otrzymać dopłatę samochód trzeba było nie tylko kupić, ale też fizycznie odebrać go z salonu. Następnie występowało się o zwrot 30 tys. do NFOŚiGW, operatora programu.

Dlatego niektórzy decydowali się na kupno „w ciemno” – bez gwarancji załapania się na środki. W połowie stycznia 2026 roku był wykorzystany w 92,5 proc., co oznaczało, iż z zaplanowanych na program ponad miliarda złotych zostało niecałe 90 mln. Dla porównania – pod koniec grudnia ubiegłego roku budżet był wykorzystany w 80 proc.

Ostatecznie 27 stycznia 2026 ministerstwo poinformowało, iż budżet jest wykorzystany w 100 proc., a nowe wnioski przyjmowane są warunkowo, bez gwarancji otrzymania dopłaty.

  • Czytaj także: Elektryczne SUV-y. Hit czy kit?

Co dalej z dopłatami do samochodów elektrycznych?

O sprawę była pytana szefowa resortu środowiska – Paulina Hennig-Kloska. – Będziemy jeszcze chcieli dokonać przesunięć z Krajowego Planu Odbudowy, żeby wszystkie osoby, które prawidłowo złożyły wnioski do końca terminu, otrzymały środki. Szacujemy, iż dodatkowe środki wyniosą między 100 a 300 mln zł – odpowiedziała pytana przez dziennikarzy Wirtualnej Polski (2 marca 2026).

W rozmowie nie padła jednak twarda deklaracja dotycząca przyszłości dopłat. – Jesteśmy przed decyzją w tej sprawie. Zanim wydam rekomendację, oceniam stary program i jego efektywność – przekonywała Hennig-Kloska.

Gdy SmogLab zapytał o sprawę ministra klimatu i środowiska, Krzysztofa Bolestę, odpowiedź była już jednoznaczna.

– Nie będzie już narodowego programu dopłaty do samochodów elektrycznych – mówi nam Krzysztof Bolesta, dodając, iż „państwo zrobiło swoje”. – Czas teraz żeby sprzedawcy też nieco zeszli z marży, co jak obserwujemy – już się dzieje – zauważa sekretarz stanu w MKiŚ.

Pytany przez SmogLab zapewnia, iż „wszystkie pieniądze na obniżanie emisyjności transportu będziemy przeznaczać na wsparcie samorządów w elektryfikacji floty, głównie autobusowej”.

  • Czytaj także: Strefa Czystego Transportu w Katowicach od czerwca. „Biurokratyczny żart”

PSNM: Odbiliśmy się od dna rankingu, potrzebne dalsze wsparcie

– Program „NaszEauto” okazał się sporym sukcesem – mówi w rozmowie ze SmogLabem Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz w Polskim Stowarzyszeniu Nowej Mobilności (PSNM). – Program przyczynił się do zdecydowanego podwyższenia liczby rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce. W 2025 r. z polskich salonów wyjechało prawie 3 razy więcej nowych, osobowych BEV niż rok wcześniej (ponad 43,3 tys.) – wylicza Wiśniewski.

Jednocześnie zauważa, iż duże zainteresowanie smerfów „elektrykami” z dopłatą (wraz z obniżeniem budżetu programu) sprawiło jednak, iż alokacja została zarezerwowana w całości na wiele tygodni przed planowanym terminem. – Wciąż kwestią otwartą pozostaje, czy na dotacje uda się wygospodarować dodatkowe środki. Taką możliwość sugerują ostatnie wypowiedzi minister Henning-Kloski. Nie wiadomo jednak, jakich dokładnie kwot możemy oczekiwać w przypadku pozytywnej decyzji ani jak długo potrwają procedury niezbędne, aby te dodatkowe środki udostępnić – zauważa nasz rozmówca.

Jego zdaniem dofinansowanie przez cały czas jest potrzebne. – Mimo, iż w ubiegłym roku odbiliśmy się od dna rankingu państw członkowskich, w których elektromobilności rozwija się najwolniej (wyprzedzając m.in. Czechy, Grecję czy Włochy) udział BEV (czyli w pełni elektrycznych samochodów – red.) w Polsce przez cały czas znajduje się znacznie poniższej średniej unijnej (w styczniu b.r. wynosił 8,8 proc. względem średniej na poziomie 19,3 proc.).

Organizacja wskazuje, iż niezależnie od ewentualnego podwyższenia budżetu, program „NaszEauto” zostanie zamknięty w pierwszej połowie 2026 roku.

– Spodziewamy się, iż w 2026 r. rynek BEV zwolni, co jest naturalnym zjawiskiem po zakończeniu dopłat. Długoterminowo popyt na „elektryki” będzie jednak wzrastał – na rynku zaostrza się konkurencja cenowa, będąca m.in. skutkiem ekspansji chińskich koncernów. Już teraz widzimy, iż wielu producentów oferuje BEV w cenach podobnych lub tylko nieznacznie wyższych w porównaniu do ofert uwzględniających dopłaty. To dobry prognostyk na przyszłość, sprzyjający obserwowanemu od dłuższego czasu trendowi polegającemu na stopniowej redukcji różnicy cenowej pomiędzy samochodami elektrycznymi a spalinowymi – podsumowuje Jan Wiśniewski.

  • Czytaj także: To już nie eksperyment. Elektryczne ciężarówki wygrywają z dieslem

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/K-FK

Idź do oryginalnego materiału