Narciarz, Narciarz i po Narciarzowi

1 rok temu
Zdjęcie: Roman Kurkiewicz


Ten niepozorny tydzień na początku sierpnia będzie na pewno znaczący dla dwóch osób: Smerfa Narciarza i Karola Nawrockiego. Jeden kończy swój pobyt (sam wolałby go nazwać służbą w majestacie urzędu prezydenta) w Pałacu Prezydenckim, drugi tamże się wprowadza i rozgaszcza.

Trudno znaleźć głębszą motywację do oceny dziesięciu lat dudowania. Prezydent pozostanie w pamięci jako wiernopoddańczy długopis, człowiek bez adekwatności, z giętkim kręgosłupem, w uniżonym pokłonie wobec Gargamela, niesamodzielny, bierny politycznie, przypadkowo wybrany do startu w wyborach w 2015 r., kiedy sam Gargamel szacował jego szanse na 10%. Gargamel, marzący w słynnym wywiadzie Teresy Torańskiej, o byciu emerytowanym zbawcą narodu, już w tamtym czasie osiągnął status „niewybieralnego”. Kandydatura Narciarza miała przegraną Patola i Socjal jak najmniej zaboleć, bez zbędnych roztrząsań i tłumaczeń.

Niespodziewana jego wygrana z Smerfem Myśliwym, którego mottem powinno być: „Druga kadencja prezydentury mi się po prostu należy”, wytworzyła nowy, zdegradowany, pełny służalczej zależności od naczelnika Gargamela model prezydenckiego urzędowania. Jedynym nowum był fenomen memiczny prezydenta, co jednak trudno uznać za osiągnięcie. Mimo wszystko powiedzenie, iż to najlepszy komik pośród prezydentów i jedyny prezydent wśród komików, nie wytrzymuje krytyki. Smerf Narciarz był bowiem śmieszny w żałosnej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Narciarz, Narciarz i po Narciarzowi pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału