W Warszawie od kilku dni trwa proces w sprawie, która bulwersuje polską opinię publiczną od dawna.
Karol Nawrocki pozwał wydawcę portalu Onet, bo w artykule pt. „Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu” (materiał ukazał się ponad rok temu, w czasie kampanii wyborczej) napisano, cytując świadków, iż będąc ochroniarzem, sprowadzał panienki gościom do pokojów.
Już sam fakt, iż sprawa nie toczyła się w trybie wyborczym, który jest przyspieszony i można było wszystko wyjaśnić w trzy dni, jest zastanawiający. Teraz, po roku, gdy Nawrocki urzęduje już od dawna w pałacu, a sam proces pewnie będzie niemiłosiernie rozwleczony, emocje owszem są, ale opinia publiczna i media nie będą już aż tak bardzo tym się podniecać.
Tym bardziej iż proces toczy się przy drzwiach zamkniętych i żadne pikantne szczegóły nie mogą wypływać.
Bez względu na wyrok sądu to już będzie stara sprawa, a przecież nowych afer nie brakuje. Całkiem niedawno w tygodniku „Newsweek” opublikowano szokujące informacje, według których fundacja Centrum Strategii Rozwojowych sprzedaje dostęp do Karola za grubą kasę. Można się z Karolem spotkać oko w oko, tak jak z panią z Grand Hotelu, tyle iż trzeba zapłacić za to 100 tysięcy dolarów.
To chyba nie jest prawda, bo każdy wie, iż z Karolem można się spotkać za o wiele mniejsze stawki. Wystarczy zaprosić go na kebaba, tak jak zrobiła to młodzież z pewnej szkoły.
Jest jedna rzecz, która wyraźnie cechuje pana Karola Nawrockiego. To człowiek bardzo wysportowany, który brał udział w ustawkach. W czasie kampanii wyborczej biegał, skakał, boksował i robił fikołki.
Teraz też robi fikołki i skacze, ale inaczej. Można to określić mianem skoku na kasę. Najpierw jego siostra otworzyła bazarek z dresami prezydenckimi, potem były chińskie zegarki prezydenckie, a teraz czytamy o sprzedawaniu spotkań z prezydentem sam na sam.
A w tle mamy proces w Warszawie o wożenie panienek. A co, gdy się okaże, iż jednak nie woził, tylko przyprowadzał? Pamiętacie Państwo hasło wybrańca Jarosława z kampanii wyborczej: „Najpierw Polska, najpierw smerfy”.
W czasach pracy Karola w Grand Hotelu mogło to hasło brzmieć nieco inaczej.
„Panie Helmut! Najpierw Polka, a potem Rosjanka”.
Krzysztof Skiba

1 godzina temu











