Każdy, kto uczył się do egzaminu na prawo jazdy, zna ten schemat: kupujesz dostęp do płatnej platformy, przerabiasz tysiące pytań z filmami i zdjęciami, a potem siadasz za kierownicą. Tymczasem Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie udostępnia całą bazę pytań egzaminacyjnych za darmo — tyle iż w formie, z której w praktyce niemal nikt nie może korzystać. Posłanka Paulina Matysiak postanowiła zapytać resort, dlaczego tak jest.
Pytania są, ale obrazków brak
Problem jest z pozoru techniczny, ale skutki są jak najbardziej realne. Baza pytań egzaminacyjnych opublikowana przez ministerstwo zawiera treści tekstowe, jednak bez powiązania z odpowiadającymi im materiałami filmowymi i zdjęciowymi. To poważna luka — bo właśnie element wizualny jest w wielu pytaniach kluczowy. Samo zdanie opisujące sytuację drogową bez towarzyszącego mu obrazu lub krótkiego klipu to jak przepis kulinarny bez wskazania składników.
Taki sposób udostępniania zasobów publicznych sprawia, iż kandydaci na kierowców, choć formalnie mają dostęp do oficjalnych pytań, w praktyce i tak sięgają po komercyjne bazy testów. Płatne platformy, w odróżnieniu od ministerialnej strony, prezentują każde pytanie razem z adekwatnym materiałem multimedialnym — w formie funkcjonalnej i gotowej do nauki.
Kto na tym korzysta?
Posłanka Matysiak zwraca uwagę na coś, co można by nazwać paradoksem dostępu: państwo inwestuje w przygotowanie materiałów egzaminacyjnych, ogłasza ich publiczną dostępność, a finalnie i tak kieruje obywateli w ręce prywatnych wydawnictw. W efekcie firmy oferujące komercyjne kursy i bazy testów de facto uzupełniają lukę, którą zostawia instytucja publiczna — i zarabiają na tym, iż ministerstwo nie wykonało swojego zadania do końca.
Czy obecny stan rzeczy prowadzi do uprzywilejowania komercyjnych podmiotów? Posłanka wprost stawia to pytanie w interpelacji skierowanej do ministra infrastruktury. Trudno bowiem nie zauważyć, iż niekompletna forma publikacji skutecznie eliminuje możliwość samodzielnego przygotowania się do egzaminu bez ponoszenia dodatkowych kosztów.
Równy dostęp — tylko na papierze
Za egzamin na prawo jazdy i kurs w szkole jazdy obywatele płacą niemało. Kandydat na kierowcę ponosi już wystarczające wydatki, by miał prawo oczekiwać, iż materiały udostępniane przez państwo będą rzeczywiście użyteczne. Tymczasem deklarowana bezpłatność zasobu jest w praktyce iluzoryczna — równy dostęp do przygotowania egzaminacyjnego pozostaje fikcją, gdy najważniejsze elementy bazy pytań są de facto niedostępne bez odpłatnych narzędzi zewnętrznych.
Posłanka Matysiak zapytała ministerstwo, jakie przeszkody stoją na drodze do udostępnienia pytań w kompletnej, funkcjonalnej formie — i kiedy taka zmiana mogłaby nastąpić. Odpowiedź na to pytanie pokaże, czy resort traktuje dostępność informacji publicznej poważnie, czy jedynie formalnie odhacza obowiązek jej publikacji.

2 godzin temu













