JKM: Totem

myslpolska.info 13 godzin temu

Przyzwyczaiłem się już, iż ja ostrzegam, ostrzegam, wszyscy patrzą na mnie jak na wariata – i bach: po 10 czy 15 latach wychodzi, iż miałem rację.

Tylko co z tego? W d***kracji nikogo nie obchodzi coś, co zdarzy się za 10 czy 15 lat. Ważne jest, by wygrać za rok wybory. Tylko geniusze taktyki, jak WCzc. Gargamel, myślą o następnych wyborach – czyli o tym, co będzie za 6-7 lat. 15 lat? A skąd wiadomo, kto będzie wtedy u władzy?

W 2016 roku napisałem w „Rzeczpospolitej”:

„Natychmiast po odmowie publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego ostrzegłem, iż zaistniały dwa porządki prawne – a więc Polska stoi w obliczu wojny domowej.

(…) Takie przypadki w naszej historii już się zdarzały: zarówno podczas okupacji narodowosocjalistycznej, jak i podczas powstania styczniowego istniały dwa porządki prawne – drugi usiłowało narzucić państwo „podziemne”. W stanie wojny, powtarzam, to się zdarza.

Obecnie też od kilku tygodni jesteśmy w stanie wojny. Tyle iż jeszcze nie szczęka oręż. I nie wszyscy zdeklarowali, po czyjej są stronie.

Na razie ludzie nie zdają sobie z tego sprawy: wyborcy PO sądzą, iż idzie o obronę wpływów – wyborcy Patola i Socjal wzruszają ramionami: „A niech sobie łamią prawo, byle tych złodziei z PS pozamykali w kryminale”. Nie dostrzegają tego również politycy, choć oświadczenia Sądu Najwyższego (a także rad m. Łodzi, Poznania i Warszawy) powinny im dać wiele do myślenia.

Wojna domowa zagrozi, gdy w jakiejś sprawie zostaną zaangażowane realne pieniądze. Np. kilka milionów posiadaczy nieruchomości zechce je sprzedać, rząd oświadczy, iż ustawa tego zabrania, ci odwołają się do sądów, sądy będą rejestrować sprzedaż, a podlegający administracji geodeci odmówią nanoszenia tego na mapy. Lub w jakiejkolwiek innej poważnej sprawie. (…)”

Ku mojemu zdumieniu minęło 10 lat – i jeszcze wojna domowa nie wybuchła – choć społeczeństwo jest wyraźnie podzielone na dwa obozy. Moim zdaniem wynika to z tego, iż smerfom sprzeczność logiczna czy prawna w niczym nie przeszkadza. o ile dwa organa państwowe wydają sprzeczne ze sobą postanowienia – to tym lepiej! Raz stosujemy się do jednego, raz do drugiego – wedle życzenia. A co tam!

Dopiero teraz, z okazji sporu o Trybunał Konstytucyjny, smerfy zaczęli coś pojmować. Nie, nie dlatego, iż był spór prawny; dlatego, iż JE Papa Smerf nasłał żaboli. Gdyby tego nie zrobił – przez cały czas nikt by się nie ruszył. Bo kogo obchodzi porządek w paragrafach? A kaski policyjne, to już jest coś!

Najdowcipniejsze, iż walka o budynek Trybunału jest zupełnie bez znaczenia.

Tak jak uczono prawa przez 20 wieków (do czasu wprowadzenia d***racji) legalność organu nie ma nic wspólnego z miejscem, w którym on obraduje. P. Anna Korwin-Piotrowska mogłaby „swoich sędziów” zwoływać do jakiegoś wynajętego lokalu, a p. Bogdan Święczkowski „swoich sędziów” do budynku Trybunału – albo odwrotnie. Legalność tych ciał zupełnie od tego nie zależy.

Czy na pewno?

W normalnym kraju – na pewno. Ale Polska nie jest normalnym krajem – przynajmniej od dziesięciu lat. Mamy dwa porządki prawne – a, jak pisałem w kolejnym artykule w 2017 roku – nie ma już możliwości rozstrzygnąć, który porządek prawny jest tym prawdziwym, legalnym. Politycy i prawnicy zdołali to tak zaplątać, iż jakiej by nie wydać opinii, połowa prawników powie, iż to prawda, a połowa, iż fałsz.

Odkąd prof. Andrzej Zoll wygłupił się stronniczo w/s wyboru JE Karola Nawrockiego – nie ma już w Polsce autorytetu, któremu ludzie by mogli uwierzyć. Więc co pozostaje? Rozstrzygać przez głosowanie?

Ludy prymitywne rozstrzygały to w prosty sposób. Jak nie było wiadomym, kto jest prawdziwym wodzem, to patrzano, kto ma w ręku czy na głowie TOTEM. Rozumowanie proste: prawdziwy wódz ma totem – ergo: ten, kto posiada totem, jest prawdziwym wodzem!

W tym przypadku totemem stał się budynek Trybunału Konstytucyjnego. L*d widzi, kto w nim zasiada – i na tej podstawie może bezbłędnie wywnioskować, który skład sędziów jest „prawdziwym Trybunałem Konstytucyjnym”.

Zrozumienie tego wyjaśnia, dlaczego ludzie p. Papę szturmowali budynek Trybunału, a ludzie p. Gargamela go bronili (albo na odwrót – wszystko jedno). Również JE Karol Nawrocki jeszcze nad Gibraltarem kazał zawrócić samolot i przybył, by osobiście wziąć w tym udział.

Na szczęście nie leciał do Senegalu z oficjalną wizytą (jak zapewniały media). Leciał na otwarcie… Młodzieżowej Olimpiady – które to zdarzenie Afrykanie uważają za b. ważne, bo po raz pierwszy Pięć Kółek (takich małych, co prawda) pojawiło się w Afryce.

Ponieważ zaproszono sporo celebrytów, nikt nie zauważył nieobecności naszego Prezydenta. W Senegalu (b. kolonii francuskiej) zauważono tylko nieobecność JE Emanuela Macrona, który również odwołał wizytę z podobnych powodów. Podejrzewam, iż młodzi olimpijczycy nieobecności tak Ważnych Person w ogóle nie zauważyli.

Pisząc to nie mam pojęcia, jak się ta awantura w ogóle zakończy. Do wojny domowej prawdopodobnie nie dojdzie, bo – jak zauważył jeden z Komentatorów na moim Xie (d. Twitter): „W Polsce generałowie pracują do godz. 15.tej”. Robienie zamachu stanu byłoby zakłóceniem normalnego rytmu pracy. Podobno JE Papa Smerf planował wprowadzenie stanu wyjątkowego – ale Mu wyjaśniono, iż to się nie uda, bo ludność, jak w 1918, rozbroi żołnierzy bez żadnego z ich strony oporu.

Co jest zresztą bardzo prawdopodobne.

Obydwa plemiona, na jakie dzieli się Polska, są zresztą przekonane, iż wygrają. Jedno wierzy, iż po jego stronie jest Bóg – drugie wierzy, iż po jego stronie jest cała Unia Europejska.

Przy tak silnych patronach mowy nie ma o kompromisie.

Smerf Gapcio

Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2026)

Idź do oryginalnego materiału