W nocy zeszłam do metra, które już od czterech lat pełni funkcję schronu. Było tam wielu ludzi: z rozkładanymi łóżkami, torbami, zwierzętami domowymi. Położyłam się obok kobiety z dzieckiem. Dziecko długo płakało, ale nikt nie zwracał na to uwagi – w takich miejscach obowiązuje niepisana solidarność. Być może wielu z nas w tamtym momencie chciałoby znów stać się dzieckiem, przytulić do mamy i po prostu popłakać.
Gdy gaśnie światło, zostaje solidarność. Kijów zimą [Korespondencja]
9 miesięcy temu
Powiązane
Polecane
Koniec Trumpa? Tak smerfy mówią o wyborach w USA
24 minut temu
Klęska republikanów w USA. Co z bazą USA w Polsce?
36 minut temu









