Na światowym rynku ropy ponownie rośnie premia za ryzyko związane z wojną na Bliskim Wschodzie. Ceny surowca przekroczyły 100 dol. za baryłkę, a zakłócenia w transporcie przez cieśninę Ormuz zwiększają obawy o dostawy. Raport New Economics Foundation ostrzega, iż takie szoki mogą bardzo gwałtownie przenosić się z rynku paliw do cen energii, transportu, żywności i innych towarów. Polska, jako importer paliw kopalnych, nie jest tu wyjątkiem, a remedium na ten problem jest dalszy rozwój zielonej energetyki.
Wojna na Bliskim Wschodzie ponownie przypomniała światowej gospodarce, jak silnie ceny energii zależą od wydarzeń, nad którymi Europa nie ma praktycznie żadnej kontroli. W ostatnich dniach doszło do kolejnej eskalacji konfliktu z udziałem jemeńskich Huti. Działania zbrojne zaczęły coraz mocniej uderzać w infrastrukturę. Tym razem działania te objęły najważniejszy dla transportu saudyjskiej ropy rurociąg. Rezultatem jest wzrost cen ropy – ponad 100 dolarów za baryłkę. Każda informacja sugerująca dalsze ograniczenie eksportu natychmiast przekłada się na wzrost notowań surowca.
I właśnie w tym momencie szczególnie interesujące stają się ustalenia raportu New Economics Foundation (NEF). Dokument pt. „Stabilising the Shock Market” analizuje, w jaki sposób ceny ropy, gazu i energii przenoszą się na całą gospodarkę. Paliwa kopalne są jednym z najważniejszych źródeł presji inflacyjnej.
Jeden szok, wiele kolejnych podwyżek
Autorzy raportu przeanalizowali dane dotyczące cen w poszczególnych sektorach gospodarki i ich wpływu na inflację konsumencką. W przypadku 13 państw Unii Europejskiej, ceny koksu i produktów rafinacji ropy oraz ceny energii należały do najbardziej istotnych źródeł presji inflacyjnej.
Ceny koksu i produktów rafinacji ropy były najważniejszą kategorią cenową w 6 z 13 analizowanych państw. Ceny energii w kolejnych pięciu. Obie kategorie znajdowały się w pierwszej dziesiątce największych źródeł presji cenowej we wszystkich 13 krajach. NEF wskazuje, iż wynika to z połączenia dużej zmienności cen paliw kopalnych oraz ich bezpośredniego i pośredniego wpływu na gospodarkę.
Mechanizm jest stosunkowo prosty. Wyższa cena ropy oznacza droższe paliwa, co wpływa na całą gospodarkę. Nie tylko na samą produkcję, ale też na transport czy koszty magazynowania. choćby niewielki początkowy wzrost kosztów może uruchomić efekt domina. Droższa energia zwiększa koszty produkcji, te wpływają na ceny kolejnych produktów, a następnie podwyżki przechodzą na kolejne sektory gospodarki.
Co by się stało po dużym skoku cen ropy?
Autorzy raportu sprawdzili także hipotetyczny scenariusz wyjątkowo silnego wstrząsu. Przyjęli wzrost cen w sektorze koksu i produktów rafinacji ropy o 50 proc. oraz taki sam wzrost cen w sektorze energetycznym.
Potencjalny wpływ naftowego szoku cenowego na kraje UE. Mapa pokazuje wzrost inflacji (HICP) w wyniku 50-procentowego szoku cenowego w sektorach koksu i produktów naftowych oraz dostaw energii, według państw UE. Wpływ na HICP wyrażony w punktach procentowych, przy założeniu, iż w ciągu jednego roku przeniesione zostanie 20 proc. całkowitego efektu. Źródło: New Economics Foundation.Przy założeniu, iż w ciągu roku do cen konsumpcyjnych przeniosłoby się 20 proc. całego efektu, wzrost cen paliw kopalnych i energii podniósłby inflację mierzoną wskaźnikiem HICP o 0,8–1,8 pkt proc. To bardzo dużo w sytuacji, w której banki centralne próbują utrzymywać inflację w pobliżu 2 proc. Taki scenariusz nie został wybrany przypadkowo. W okresie od czerwca 2025 do czerwca 2026 r. cena ropy wzrosła o 47 proc. – z 63 do 93 dol. za baryłkę. Właśnie dlatego autorzy uznali 50-procentowy szok za dobry przykład do modelowania.
Maike Schmidt, asystentka naukowa w New Economics Foundation, zwraca uwagę na historyczny wymiar problemu:
„Ceny paliw kopalnych były czynnikiem wywołującym większość poważnych okresów wysokiej inflacji w Europie w ciągu ostatniego półwiecza – od embarga OPEC w latach 70. XX wieku, przez rosyjską inwazję na Ukrainę, aż po ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Wraz z inflacją coraz więcej osób na całym kontynencie boryka się z trudnościami w pokryciu podstawowych kosztów życia, takich jak czynsz, artykuły spożywcze i transport publiczny. Wyzbycie się uzależnienia od podlegających wahaniom cen ropy i gazu jest jedynym sposobem na ograniczenie inflacji na całym kontynencie.”
Polska też jest wystawiona na ten problem
Polska nie została uwzględniona w konkretnym zestawieniu 13 państw wykorzystanym do analizy historycznej zmienności cen sektorowych. Nie oznacza to jednak, iż krajowa gospodarka jest poza zasięgiem takich wstrząsów.
Szersze modelowanie łańcucha dostaw wskazuje, iż polska gospodarka pozostaje w dużym stopniu narażona na przenoszenie szoków cenowych z zagranicy. Szczególne znaczenie ma fakt, iż wzrost cen ropy oddziałuje nie tylko na kierowców. Drożeją transport, logistyka, część procesów przemysłowych, produkcja wielu towarów oraz usługi wykorzystujące energię i paliwa.
To właśnie jeden z powodów, dla których Europa Wschodnia została w raporcie wskazana jako szczególnie narażona na szoki energetyczne.
Wiatr i słońce jako tarcza przed szokiem?
Z tego powodu raport wysuwa tezę, iż rozwój krajowych źródeł odnawialnych może być nie tylko działaniem na rzecz ograniczenia emisji. Może być też sposobem na zmniejszenie podatności gospodarki na skoki cen paliw kopalnych. I dotyczy to też Polski.
– Odejście od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii to najlepszy sposób na ochronę gospodarek europejskich, w tym Polski, przed wstrząsami inflacyjnymi. Energię słoneczną i wiatrową można wytwarzać na miejscu, co zabezpiecza krajowe dostawy energii przed zakłóceniami geopolitycznymi za granicą – mówi dla SmogLabu Maike Schmidt.
Nie wystarczy jednak tylko dodawać nowych źródeł
Raport zwraca uwagę na istotny szczegół. Sam rozwój energii wiatrowej i słonecznej nie oznacza automatycznie wyeliminowania podatności na szoki paliwowe. Choć nowe źródła energii mogą być dokładane do systemu, to gospodarka w dalszym ciągu wykorzystuje duże ilości węgla, gazu i ropy.
– W latach 2008–2022 Polska podwoiła udział energii odnawialnej w zużyciu energii. Chociaż udział odnawialnych źródeł energii w Polsce przez cały czas pozostaje poniżej średniej unijnej, jest to rzeczywisty postęp, który w tej chwili w pewnym stopniu chroni kraj przed wstrząsami cenowymi na rynku energii, prowadzącymi do wzrostu inflacji – zauważa Schmidt.
– Wyzwaniem dla Polski, podobnie jak w całej Europie, jest to, iż nowe źródła energii wiatrowej i słonecznej zostały dodane do produkcji z paliw kopalnych. Takie źródła energii nie wystarczą, by chronić gospodarkę. Muszą im towarzyszyć działania zmierzające do stopniowego wycofywania paliw kopalnych – zwraca uwagę ekspertka.
Warto na koniec spojrzeć na przywołane przez raport badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Każdy dodatkowy 1 pkt proc. udziału energii odnawialnej w miksie energetycznym obniża hurtowe ceny energii elektrycznej średnio o 0,6 proc. Badanie obejmujące Europę wykazało, iż zwiększenie udziału OZE do 30 proc. wiązałoby się ze spadkiem cen o około 8,8 proc. W przypadku wzrostu OZE do 50 proc. – choćby o około 20 proc.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Anna Maloverjan

2 godzin temu













