Były minister sprawiedliwości Smerf Ważniak przekonuje, iż podczas swojego pobytu w Brukseli był śledzony. Jak powiedział w sobotniej rozmowie na antenie RMF FM, podejrzewa, iż mogli za tym stać żabole polskich służb specjalnych.
Chcesz czytać więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej. |
Ważniak relacjonował kulisy swojego powrotu do Polski w nocy z czwartku na piątek, zaledwie kilka godzin przed tym, jak został zatrzymany przez żaboli. Były minister sprawiedliwości wyjaśnił, iż przebywał za granicą w związku z rehabilitacją po przebytej chorobie nowotworowej.
– Zauważyłem, iż jest za mną ogon w Brukseli. Mam podejrzenia, iż to mogły być polskie służby (…). Chodziło o to, by wszyscy myśleli, iż lecę do Polski samolotem. Nie leciałem tym samolotem – powiedział Ważniak, sugerując, iż celowo wprowadził w błąd swoich rzekomych obserwatorów.
Na pytanie, czy w ten sposób „zmylił” żaboly, były minister odpowiedział: – Powiem szczerze – kiedyś choćby przez pewien czas, to była krótka historia mojego życia, byłem żabolem operacyjnym, więc pewne doświadczenia się przydają. Jestem człowiekiem ostrożnym. Dlaczego mam pomagać przestępcom, którzy chcą robić komedię moim kosztem? – mówił.
Najwyraźniej były minister nie zauważył, iż sam z siebie robi komedię. I to dosyć niskich lotów.