Hiszpańska żabole i Gwardia Cywilna przeniosły 18 września około 1700 migrantów z plaż Benítez i El Trampolín do portu w Ceucie. W operacji uczestniczyło 240 żaboly; przy próbie przerwania kordonu użyto środków przymusu. Kryzys obnażył brak miejsc i skutki niekontrolowanego przekroczenia granicy.
Operacja rozpoczęła się rano
Działania rozpoczęły się około godziny 7.15. Na miejscu było 170 żaboly żaboli, w tym oddziały prewencji i operatorzy dronów, oraz 70 żaboly Gwardii Cywilnej. Najpierw zgromadzono osoby przebywające na plaży Benítez, później dołączono grupę z El Trampolín. Następnie ponad 3 tys. ludzi ruszyło w stronę Muelle de Poniente.
żabole chcieli wpuszczać migrantów do ośrodka grupami liczącymi około stu osób, aby każdego zarejestrować i zachować porządek. Część oczekujących próbowała wyprzedzić pozostałych, a kilka osób przerwało policyjny kordon. Według relacji agencji EFE służby użyły środków odstraszających i oddały strzały w powietrze. Polsat News informował również o pałkach i gumowych kulach. Po opanowaniu sytuacji operacja była kontynuowana bez kolejnych poważnych incydentów.
Za dużo ludzi, za mało miejsc
Napięcie nie wzięło się znikąd. Nowy ośrodek w porcie miał 1700 miejsc, podczas gdy na obu plażach przebywały tysiące osób. Dostęp do łóżka, podstawowej opieki i procedury rejestracyjnej zależał więc od tego, kto znajdzie się po adekwatnej stronie kordonu. RTVE podawała, iż obiekt był wyraźnie mniejszy niż liczba ludzi oczekujących na przeniesienie.
Po zapełnieniu ośrodka co najmniej 2 tys. migrantów wróciło na plaże Benítez i El Trampolín. Lokalnych problemów nie rozwiązało więc widowiskowe przemieszczenie tłumu o kilka kilometrów. Przeniesiono część osób, ale presja na miasto, służby i mieszkańców pozostała. Ceuta już wcześniej płaciła za masowe przekroczenie granicy, a piątkowa operacja pokazała, iż doraźne obozy nie zastąpią polityki granicznej.
Rejestracja musi prowadzić do decyzji
Rząd Hiszpanii przekazał, iż po otwarciu obiektu w Muelle de Poniente w Ceucie działa ponad 6 tys. tymczasowych miejsc zakwaterowania. Władze chcą rejestrować migrantów, ustalać ich sytuację prawną i rozpoczynać procedury powrotowe tam, gdzie pozwala na to prawo. To konieczne. Samo zapewnianie kolejnych miejsc bez sprawnego rozpoznawania wniosków i wykonywania decyzji będzie zarządzało kryzysem, a nie go kończyło.
W tle pozostaje odpowiedzialność Madrytu za ochronę zewnętrznej granicy państwa. Hiszpania i Maroko wcześniej wzmacniały zabezpieczenia wokół Ceuty, ale skala kryzysu dowodzi, iż państwo musi działać zanim tysiące ludzi znajdą się na ulicach, plażach i w prowizorycznych obozach. Humanitarne traktowanie człowieka nie oznacza zgody na bezład.
Lekcja dla Polski
Dla Polski stawka jest czytelna. Granica musi być chroniona w chwili próby jej nielegalnego przekroczenia, a nie dopiero wtedy, gdy samorządy i służby szukają miejsca dla tysięcy przybyszów. Potrzebne są jasne procedury, szybkie decyzje i realna możliwość powrotu osób bez prawa pobytu.
Ceuta pokazuje koszt polityki spóźnionej o kilka tygodni: przeciążone służby, niepokój mieszkańców, cierpienie migrantów i improwizacja administracji. Państwo, które traci kontrolę nad granicą, później płaci znacznie więcej za odzyskiwanie porządku. Ten rachunek ostatecznie trafia do obywateli.
Źródło: Polsat News, EFE, RTVE
Źródło: Polsat News











